Selma to holenderska Żydówka, która przeżyła piekło Holocaustu. Jeszcze nie czytałam wspomnień wojennych z perspektywy holenderskiej. Mieszkańcy do samego końca myśleli, że wojna ich ominie, jakże mocno się mylili… Autorka miała wiele szczęścia w nieszczęściu – otarła się o śmierć mnóstwo razy, przeżyła dwa obozy i ciągle żyje. Niestety nie wszyscy mogą powiedzieć o tym samym. Wiele osób z otoczenia Selmy pożegnało się z życiem przedwcześnie i w okropnych okolicznościach.
„8 września, po trzech dniach i dwóch nocach w zamknięciu, dotarłyśmy do celu. Otworzyły się rozsuwane drzwi, a my po raz pierwszy ujrzałyśmy to, co później okaże się obozem w Ravensbrück.”
Wspomnienia Selmy obejmują również czas po wojnie, kiedy wróciła w rodzinne strony, szukając najbliższych, wiecznej tułaczce i cierpieniu, jakie przyniósł jej powrót do życia sprzed wojny. Kobieta czuła, jakby ktoś odebrał jej wszystko, co miała do tej pory, a teraz musi zaczynać od zera. Jest to niemożliwe i bardzo trudne, Selma czuła się niezwykle samotna i bezradna. Dodatkowo liczne zdjęcia pozwoliły oddać klimat biografii oraz lepiej poznać bohaterów.
Uważam, że takie książki są bardzo potrzebne na rynku czytelniczym, a ja usilnie będę Wam o nich przypominać. Pomimo upływu lat, nie wolno nam zapominać o przeszłości. To tamte wydarzenia ukształtowały obecne czasy i to dzięki tamtym czasom mamy możliwość żyć tak, jak żyjemy. Uczmy się, na podstawie tych ciężkich czasów Holocaustu, co tak naprawdę jest ważne w życiu.


Tytuł: Mam na imię Selma
Tytuł oryg.: My Name Is Selma: The Remarkable Memoir of a Jewish Resistance Fighter and Ravensbrück Survivor
Autor: Selma van de Perre
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data II wydania: 29-09-2021
Przekład: Iwona Mączka
Moja ocena: 10/10
