Matylda to jedna z tych książek, które bardziej się przeżywa niż „śledzi”. Ma bardzo kameralny, intymny charakter i od początku buduje atmosferę skupioną na emocjach bohaterki, a nie na wydarzeniach czy zwrotach akcji. Już sam sposób narracji sprawia, że czytelnik zostaje blisko jej wewnętrznego świata i stopniowo wchodzi w coraz cięższą, bardziej zamkniętą przestrzeń psychiczną.
To, co uderza najmocniej, to sposób, w jaki Shelley pokazuje relacje rodzinne i ich kruchość. Nie ma tu prostych ról ani łatwych ocen — wszystko jest bardziej emocjonalne niż logiczne, bardziej odczuwane niż wyjaśniane. Książka skupia się na tym, jak jeden moment może całkowicie zmienić sposób, w jaki bohaterka postrzega siebie i innych.
Najmocniejsza część powieści to późniejszy etap życia Matyldy. Wtedy zostaje ona sama ze swoimi emocjami i nie potrafi znaleźć dla nich ujścia. Shelley bardzo konsekwentnie rezygnuje z dynamiki fabularnej na rzecz obserwacji stanu wewnętrznego. To literatura statyczna, ale właśnie dzięki temu tak intensywna.
Całość ma bardzo melancholijny, momentami duszny ton i nie daje łatwych rozwiązań ani poczucia domknięcia. To raczej zapis doświadczenia niż historia z początkiem, środkiem i końcem. Jeśli ktoś lubi literaturę, która bardziej skupia się na psychice niż na wydarzeniach, to jest to zdecydowanie ta lektura.


Tytuł: Matylda
Tytuł oryginalny: Mathilda
Autor: Mary Shelley
Wydawnictwo: Filia
Seria: Filia Literacka
Data wydania: 03-06-2026
Przekład: Anna Dzierzgowska
Moja ocena: 8/10


