Książka zaczyna się od prawdziwego, dramatycznego wydarzenia z XVII wieku. W 1654 roku w holenderskim mieście Delft dochodzi do eksplozji magazynu prochu, która niszczy część miasta i zabija wielu mieszkańców. Wśród ofiar znajduje się także utalentowany malarz Carel Fabritius, uczeń Rembrandt van Rijn. To właśnie to nagłe wydarzenie staje się punktem wyjścia do opowieści o sztuce, artystach i świecie XVII-wiecznego malarstwa.
Autorka nie tworzy jednak zwykłej biografii jednego artysty. Prowadzi czytelnika przez historię sztuki holenderskiego złotego wieku i pokazuje, jak wyglądało życie malarzy w tamtym czasie. W książce pojawiają się także inni twórcy, między innymi Johannes Vermeer. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć kontekst epoki oraz to, jak powstawały obrazy, które dziś oglądamy w muzeach.
Najbardziej podobało mi się to, w jaki sposób Laura Cumming opisuje malarstwo. Jest krytyczką sztuki i potrafi w bardzo ciekawy sposób zwrócić uwagę na detale obrazu – światło, kompozycję czy drobne elementy, które łatwo przeoczyć. Podczas czytania miałam wrażenie, jakbym razem z autorką zatrzymywała się przed obrazem i odkrywała go krok po kroku. Lubię patrzeć na obrazy oczami autora lub autora książki, bo często pozwala to zauważyć rzeczy, na które samemu nie zwróciłoby się uwagi.
Grom z jasnego nieba to spokojna, refleksyjna książka, która łączy historię, sztukę i osobiste przemyślenia. Nie jest to typowy podręcznik o malarstwie, ale raczej opowieść o artystach i o tym, jak jedno nagłe wydarzenie może wpłynąć na historię sztuki. Jeśli lubicie książki oparte na prawdziwych wydarzeniach i interesuje was świat malarstwa, ta pozycja może być naprawdę ciekawą lekturą.


Tytuł: Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci
Tytuł oryginalny: Thunderclap. A memoir of art and life and sudden death
Autor: Laura Cumming
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 25-02-2025
Przekład: Anna Sak
Moja ocena: 8/10

