Obyczaj i romans Recenzja #526
Jak ja go nie cierpię

Ponieważ Hattie oblała ostatni semestr studiów, nie pozostaje jej nic innego jak wrócić do rodzinnego miasteczka. Niestety nic nie idzie po jej myśli, bowiem chłopak z nią zrywa, a wróg jej brata oskarża o kradzież statuetki Grammy, którą Hattie dobrodusznie oddaje właścicielowi po znalezieniu ich w rzeczach byłego. I to przez ten heroiczny czyn dziewczyna musi pracować dla Hayesa, gwiazdy muzyki, ponieważ ten obiecuje nie wydać jej przed rodziną w związku z zawaleniem studiów – jedynej rzeczy, której od niej oczekiwali.
Jednak im Hattie bardziej poznaje Hayesa, tym bardziej widzi iż nie jest on taki straszny, jak o nim mówią.
Początkowo niemal na starcie odrzuciłam Hayesa – jego wywyższanie się po prostu mnie pokonało. Jednak później wyszła jego prawdziwa natura – jest uczuciowy i bardzo czarujący. Postawił Hattie na pierwszym miejscu i dbał o nią od początku do końca. Mimo iż na własnej skórze odczuł jak to jest być odrzuconym, był dla Hattie prawdziwym wparciem i przyjacielem.
Z kolei Hattie jest bardzo ekscentryczna. Odnajduje się w bałaganie, który robi dookoła siebie, a mimo to jest zaradna i ułożona. Zmaga się ze śmiercią siostry, a dodatkowo rodzina się od niej oddaliła. Czuje się winna i wie, że zawiodła najbliższych. Dodatkowo od samego przyjazdu musi ich okłamywać. W całej sytuacji wielkim oparciem jest dla niej Hayes.
Tych dwoje po prostu się uzupełniają, a chemię między nimi widać gołym okiem. I choć początkowo nie pałali do siebie sympatią, ich wzajemna niechęć szybko przerodziła się w zauroczenie. To jest romans niemalże idealny! Jeśli lubicie takie motywy jak: małe miasteczko, enemies to lovers, różnica wieku to na pewno ten romans Wam się spodoba! I nawet te przydługie opisy nie stanowiły dla mnie problemu – ta książka jest tego warta!


Tytuł: Jak ja go nie cierpię
Tytuł oryginalny: The Way I Hate Him
Autor: Meghan Quinn
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 17-07-2024
Przekład: Marta Miazek
Moja ocena: 8,5/10
