Inne Recenzja #739
Królowa piorunów

Isabella wraz z mamą nieustannie podróżuje, choć najbardziej na świecie pragnie mieć miejsce, które mogłaby nazwać domem. Tęskni za spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i bliskością. W jej sercu kłębią się trudne emocje, a złość coraz częściej bierze górę. Kiedy trafiają do niewielkiej wioski, dziewczynka staje przed szansą odkrycia czegoś, co może odmienić jej życie.
Królowa Piorunów to książka, która zachwyciła mnie swoją delikatnością, głębią i niezwykłym jesiennym klimatem. Jest w niej coś magicznego, a jednocześnie bardzo prawdziwego. Opowiada o emocjach, które czasem trudno nazwać, o potrzebie zrozumienia, tęsknocie i poszukiwaniu swojego miejsca w świecie.
Ogromne wrażenie zrobiły na mnie ilustracje Lisy Aisato. To prawdziwe dzieła sztuki! Mogłabym przyglądać się im bez końca, chłonąć ich kolory, detale i emocje. Są tak piękne, że niejednokrotnie zatrzymywałam się na dłużej, by po prostu nacieszyć nimi oczy.
Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się opowieścią dla dzieci, mam wrażenie, że to właśnie dorośli odnajdą w niej najwięcej. Bo niektóre historie trzeba przeżyć, żeby w pełni zrozumieć ich znaczenie.
Wcześniej czytałam Strażniczkę Słońca, która również zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Każda z tych historii jest wyjątkowa na swój sposób, a Królowa Piorunów pozostawiła po sobie cudowne, ciepłe uczucie nostalgii.
To jedna z tych książek, których nie chce się czytać w pośpiechu. Chce się w nich zatrzymać, nacieszyć pięknem ilustracji i pozwolić, by historia wybrzmiała w nas jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony.


Tytuł: Królowa piorunów
Tytuł oryginalny: Tordendronningen
Autor: Maja Lunde, Lisa Aisato
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 23-09-2026
Przekład: Milena Skoczko – Nakielska
Moja ocena: 8/10
