Sześć lat temu Liv i Finn poznali się w barze na wybrzeżu Kornwalii. On jest muzykiem z Los Angeles, ona lokalną rzeźbiarką. Po romantycznej nocy zawarli umowę: co roku, jeśli będą wolni, będą spędzać razem lato w Kornwalii. Wtedy ich relacja z dziecięcej fascynacji stopniowo przemienia się w coraz głębszą więź, choć dzielą ich nie tylko morza, ale i bagaż przeszłości.
W siódmym lecie do Kornwalii przyjeżdża Tom — tajemniczy mężczyzna z własną, trudną przeszłością. Między nim a Liv rodzi się głęboka więź. On daje jej poczucie, że nie musi co roku rozrywać sobie serca na nowo — choć i on ma swoje rany. Gdy Finn wraca, Liv staje przed niewyobrażalnym wyborem — między lojalnością wobec tego, co znane i bolesne, a odwagą, by spróbować czegoś nowego.
Przeczytałam już Gdy tylko cię ujrzałam i Nic nie rani tak jak miłość — obie to przyjemne lektury, ale to ta powieść sprawiła, że serce mi zadrżało. Paige Toon z niebywałą lekkością przetwarza trudne tematy: stratę, tęsknotę, lojalność i nadzieję. Bohaterowie są pełnokrwiści, zmagają się z emocjonalnym ciężarem, a jednocześnie emanują zwyczajnym ciepłem.
Fabuła, która przeplata przeszłość z teraźniejszością, pokazuje stopniowy rozwój Liv — jej wybory, rany i marzenia. Ich proporcje: dramat, tęsknota, nadzieja — są idealnie wyważone. Ta historia rozdziera i składa serce, by znów je złożyć jeszcze mocniej.
Jeśli szukacie czegoś więcej niż lekkiego romansu – historii, która zostaje w sercu, skłania do myślenia i wzrusza do łez — to jest lektura idealna. Przeznaczona na lato, ale równie efektowna jesienią czy zimą – bo emocje są uniwersalne i ponadczasowe.


Tytuł: Siedem razy lato
Tytuł oryginalny: Seven Summers
Autor: Paige Toon
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 02-07-2025
Przekład: Robert Waliś
Moja ocena: 9/10


