Tym razem w Tajnym Klubie Superdziewczyn zaczyna się dziać coś niepokojącego. Relacje, które do tej pory wydawały się stabilne i oczywiste, zaczynają się chwiać. Pojawiają się nieporozumienia, niedopowiedzenia i napięcia, które stopniowo narastają. Sytuację komplikuje obecność nowej osoby, która — choć niekoniecznie w złej wierze — wpływa na dynamikę grupy i sprawia, że dziewczyny zaczynają patrzeć na siebie inaczej niż dotąd.
To właśnie ten element najbardziej mnie uderzył: przyjaźń nie jest tu pokazana jako coś „danego raz na zawsze”. Wręcz przeciwnie — widzimy, jak łatwo można się od siebie oddalić, jak szybko pojawia się zazdrość czy poczucie wykluczenia. Bohaterki nie zawsze potrafią dobrze nazwać swoje emocje, reagują impulsywnie, czasem ranią się nawzajem. I to jest w tej książce bardzo prawdziwe.
Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się później. Bo ta historia nie zatrzymuje się na konflikcie. Dziewczyny stopniowo zaczynają rozumieć, że bez rozmowy i szczerości nie da się niczego naprawić. Uczą się słuchać siebie nawzajem, przyznawać do błędów i odbudowywać to, co zaczęło się rozpadać. Ten proces nie jest natychmiastowy ani idealny — i właśnie dlatego wypada wiarygodnie.
Bardzo podoba mi się, że autorka nie moralizuje wprost. Nie dostajemy tu prostych „lekcji”, tylko sytuacje, z których młody czytelnik może sam wyciągnąć wnioski. To książka, która daje przestrzeń do rozmowy — o zazdrości, o byciu pominiętym, o tym, jak trudno czasem powiedzieć „przepraszam”.
Mam wrażenie, że to jedna z bardziej dojrzałych części tej serii. Nadal lekka w odbiorze, ale jednocześnie dotykająca czegoś, co dla dzieci (i nie tylko) bywa naprawdę trudne — momentu, w którym przyjaźń przestaje być oczywista. I właśnie dlatego ta książka może zostać z czytelnikiem na dłużej.


Tytuł: Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Wielka księga przyjaźni
Autor: Agnieszka Mielech
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 08-04-2026
Moja ocena: 7/10

