#656 Dom – Whitney Hanson

Nie jestem osobą, która z własnej woli często sięga po poezję. Zazwyczaj wybieram prozę – im grubsza książka, tym lepiej – ale ostatnio coś się we mnie zmieniło. Może to ta szarówka za oknem, melancholijny deszcz stukający o parapet, może potrzeba zanurzenia się w emocjach bez zbędnej fabularnej otoczki. W każdym razie trafiłam na ten tomik i nagle okazało się, że poezja nie musi być trudna, hermetyczna i przeznaczona tylko dla wtajemniczonych. Może być miejscem, do którego się wraca jak do własnego pokoju – nawet jeśli jest w nim trochę zimno i pusto.

Hanson pisze o miłości, stracie i próbie poskładania siebie na nowo – tematy znane, mogłoby się wydawać, że wręcz wyświechtane, ale u niej dają poczucie świeżości. Autorka nie próbuje nikogo oszałamiać skomplikowaną formą. Zamiast tego mówi prosto, czasem tak prosto, że aż boli. Każdy wiersz przypomina myśl zapisaną chwilę po przebudzeniu – pół świadomą, ale prawdziwą. To poezja, która nie udaje, że ma odpowiedzi. Ona tylko trzyma cię za rękę, kiedy pytania robią się zbyt ciężkie.

Czytając Dom, miałam wrażenie, że to nie jest typowy tomik poetycki, ale raczej emocjonalny pamiętnik – pełen krótkich błysków świadomości. Hanson konsekwentnie prowadzi nas przez proces rozpadania się i odbudowy. Porusza temat miłości romantycznej, ale też relacji z samym sobą. Najmocniej wybrzmiewa jednak motyw straty – nie tylko utraty drugiej osoby, ale też utraty wersji siebie, którą kiedyś byliśmy i do której nie da się już wrócić.

Poezja Hanson działa jak echo. Nie wszystko uderza od razu, ale po chwili – kiedy już zamkniesz tomik i spojrzysz przez okno na rozmyte deszczem światła – zaczynasz słyszeć te wersy w głowie. I nagle rozumiesz, że ten Dom, o którym pisze autorka, nie jest fizycznym miejscem. To przestrzeń emocjonalna, którą każdy nosi w sobie. Czasem bezpieczna, czasem zrujnowana, ale zawsze własna.

Nie wiem, czy ten tomik przekonał mnie do poezji na stałe, ale zrobił coś ważniejszego – pokazał, że poezja może mówić głosem, który znam. Że nie trzeba analizować każdego wersu, czasem wystarczy poczuć. A w taką pogodę jak dziś, kiedy świat zwalnia i przygasza światło, to uczucie jest dokładnie tym, czego się szuka.

Kiedy zamknęłam ten tomik, nie poczułam ukojenia – poczułam obecność. Tak jakby ktoś usiadł obok i przez chwilę milczał ze mną w sposób, który mówi więcej niż tysiąc słów. Zrozumiałam, że czasem nie chodzi o to, żeby znaleźć rozwiązanie, ani nawet żeby poczuć się lepiej. Chodzi o to, żeby poczuć cokolwiek – bo to znak, że jeszcze żyję głęboko, a nie tylko „istnieję”. I może dlatego te wiersze tak mocno we mnie zapadły. Nie próbowały mnie naprawić. Pozwoliły mi być człowiekiem w procesie. Człowiekiem, który tęskni, pamięta i szuka swojego domu nawet wtedy, gdy wszystko dokoła przypomina raczej ruinę niż schronienie. I wiesz co? Może właśnie tam, pośród tych ruin, zaczyna się prawdziwa odbudowa.

Choć jestem dziś w miejscu pełnym spokoju i miłości, ten tomik przypomniał mi, że każdy z nas nosi w sobie warstwy – te sprzed lat, te z teraz i te, które dopiero się tworzą. Dom nie rozdrapuje ran, ale pozwala je zauważyć i nazwać. Pokazuje, że można być szczęśliwym, a jednocześnie wciąż pamiętać dawne wersje siebie – i że to nie odbiera niczego teraźniejszości. Wręcz przeciwnie: pogłębia ją. Jeśli więc szukasz poezji, która nie odgradza emocji grubym murem metafor, ale otwiera drzwi i mówi: „wejdź, rozgość się w sobie” – ten tomik może stać się twoim własnym, cichym domem, do którego będziesz wracać, niezależnie od tego, gdzie jesteś dziś.

wydawnictwo albatros

Tytuł: Dom

Tytuł oryginalny: Home

Autor: Whitney Hanson

Wydawnictwo: Albatros

Data wydania: 15-10-2025

Przekład: Anna Gralak

Moja ocena: 9/10

 

 

 

podpis2