Historia Hee‑wan, dziewczyny, która przez sześć lat nie mogła pogodzić się ze śmiercią swojego pierwszego chłopaka, Nam‑u. I nagle, w tajemniczy sposób, on pojawia się przed nią – jakby czas przestał istnieć – i oznajmia, że zostało jej tylko siedem dni życia.
Cała książka to ten jeden tydzień – siedem dni wypełnionych małymi gestami, rozmowami, wspomnieniami i chwilami, które w normalnym życiu mogłyby wydawać się banalne. Ale tu, kiedy każda minuta się liczy, wszystko nabiera wagi. Spacer po mieście, wspólne jedzenie, ciche spojrzenia – nagle stają się niezwykle ważne. Seo Eun‑chae pokazuje, że miłość i straty nie mierzy się tylko dramatycznymi momentami, ale też tym, co niewypowiedziane, ulotne i codzienne.
Najbardziej porusza relacja Hee‑wan i Nam‑u. Ich rozmowy, gesty, wspomnienia – wszystko jest przepełnione tęsknotą, żalem, radością i niedopowiedzianym uczuciem, które narasta z każdą stroną. Książka nie krzyczy emocjami – ona je szepta. I właśnie dlatego boli tak mocno, ale w sposób delikatny, który zostaje w czytelniku na długo.
Styl powieści jest prosty, oszczędny, niemal poetycki. Nie ma patosu ani sztucznego dramatyzmu, jest za to prawdziwa, intymna opowieść o tym, co naprawdę ważne. O szansach, które łatwo przegapić, o miłości, której nie zdążyliśmy w pełni wyrazić, i o tym, jak kruchy jest czas.
Po przeczytaniu tej książki nie da się nie myśleć o własnym życiu. Trudno nie zadać sobie pytania: co bym zrobił, gdybym wiedział, że został mi tylko tydzień? I może właśnie o to chodzi w tej historii – o przypomnienie, że czasem jeden tydzień, jedna rozmowa, jeden uśmiech mogą zmienić wszystko.


Tytuł: Tydzień, zanim umrę
Tytuł oryginalny: 내가 죽기 일주일 전
Autor: Seo Eun-chae
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 11-02-2026
Przekład: Łukasz Janik
Moja ocena: 8/10


