Historia zaczyna się spokojnie i bardzo po ludzku: w centrum historii stoi dziadek, którego pamięć zaczyna się kruszyć. Rodzina obserwuje, jak znika to, co dotąd było oczywiste — słowa, wspomnienia, rozpoznawanie codziennych rzeczy. Z każdą kolejną sceną staje się jasne, że nie jest to tylko opowieść o chorobie, ale o tym, jak zmienia się cały dom, kiedy jedna osoba przestaje „trzymać” rzeczywistość.
Vallès nie idzie w tani dramat. Zamiast tego pokazuje utratę pamięci w sposób cichy, fragmentaryczny, czasem wręcz bolesny w swojej zwyczajności. Są tu sceny pełne czułości, ale też zmęczenia i bezradności, które towarzyszą opiece nad bliskim. Dzięki temu ta historia wydaje się prawdziwa — jak coś, co mogłoby wydarzyć się w każdej rodzinie.
Styl autorki jest oszczędny, a krótkie fragmenty składają się jak urywki pamięci — pasuje to do tematu, ale momentami wybija z rytmu i sprawia wrażenie, jakby książka nie miała „ciągu”. Brakuje też trochę rozwinięcia: kilka scen aż prosi się o pogłębienie, a całość kończy się zanim historia zdąży naprawdę uderzyć.
To dobra, subtelna i poruszająca opowieść, ale raczej dla osób lubiących minimalistyczną literaturę obyczajową niż dla tych, którzy oczekują fabuły, napięcia czy mocnego finału. Dla mnie to przyjemna lektura z ładnym klimatem, jednak trochę zbyt lekka i zostawiła mnie w lekkim niedosycie.


Tytuł: Pamięć drzewa
Tytuł oryginalny: La memòria de l’arbre
Autor: Tina Vallès
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 28-01-2026
Przekład: Andrzej Flisek
Moja ocena: 6,5/10


