Historia pewnego małżeństwa - Geil Gulliksen







Zbierałam się dwa miesiące żeby rozpocząć książkę, którą sama sobie zażyczyłam. Niepotrzebnie. To, co już z samego opisu na tyle okładki wydawało mi się przerażające i smutne, okazało się... 


Bliskość, spokój, zapowiedź czułości 


Na pierwszy rzut oka (przerzucenie kartek) historia jakich wiele. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, zakochują się w sobie bez pamięci i... po jakimś czasie odkochują. Od samego początku wiemy, że będzie to historia bez happy endu. Nie mamy co się łudzić, że do rozpadu małżeństwa jednak nie dojdzie - już sam opis książki dosadnie nam to przekazuje. Ja jednak, jako niepoprawna romantyczka, do samego końca czekałam na jakiś promyk nadziei. No bo jak to tak? Rozstanie po latach? Tak po prostu? 

Miłość, a raczej miłosno-czuła namiętność o jakiej przyjemnie się słucha. Kto nie lubi czytać o dwojgu ludziach, którzy szaleją ze sobą tak bardzo, że aż boli? 




"Stałem przy blacie, odwróciłem się w jej stronę, zauważyła, że mięknę na jej widok, wzruszam się, zamroczony czułością."


Myślałam, że łzy będą płynęły mi kaskadami po rumianych policzkach. Większość jednak czasu spędziłam na próbach zamknięcia ust - tak bardzo byłam zadziwiona zachowaniem bohaterów. Ich relacja bowiem, nie jest typowa. A może jest, ale po prostu ja, laik w tych sprawach, jeszcze o takiej nie słyszałam? 

On uwielbia nakręcać się zazdrością; lubi mówić jej co mogłaby robić z innymi mężczyznami, lubi słuchać o facetach którzy jej się podobają, lubi kiedy ona wymyka mu się z rąk. Choćby nawet hipotetycznie.  

Ona lubi czuć się wolna. Czuje się bezpiecznie móc opowiedzieć wszystko swojemu mężowi. Nawet to, co może go zaboleć. Ma prawo do wolności, do dysponowania swoją miłością w dowolnym kierunku. 

Nie chcą być tacy, jak inne pary. Nie chcą zabierać sobie powietrza, ograniczać, tłamsić. Nawet, jeśli ową wolność przypłaciliby własnym małżeństwem. 

fot.unsplash.com


"Nasze głosy w tym niewielkim pokoiku ogłosiły triumf nad samotnością, tak to brzmiało. A mimo wszystko kiedy później myślała o tych głosach tych wołających pod sufit po ciemku, wydały jej się pełne skargi, poszukujące i samotne. Jakby każde z nas z osobna wykrzykiwało swoje nieszczęście."

Pięknie opisane emocje, ciekawa narracja, wzbudzenie konfliktu wewnętrznego w czytelniku - to niewątpliwe atuty powieści. Dawno nie czytałam tak ładnych i trafnych opisów uczuć, chociaż wypowiadane przez mężczyznę brzmią nieco... nietypowo. Nie mniej jednak sięgnijcie, zobaczcie jak może być pięknie, czule i strasznie zarazem. 


"(...) lampy zapalały się w miarę, jak się ściemniało. Wkrótce miały pogasnąć, jedna po drugiej."








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dopasowani - John Marrs